Sport

poniedziałek, 26 październik 2015 21:11

American dream czyli bezsenność po polsku

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
Oceń ten artykuł
(3 głosów)
American dream czyli bezsenność po polsku http://images.freeimages.com/images/previews/f34/i-love-this-game-1442766.jpg

W minionym tygodniu ruszył kolejny sezon NBA, czyli najlepszej, najbardziej widowiskowej i najpopularniejszej ligi koszykarskiej świata. Co to oznacza za wielką wodą? Pełne hale, miliony sprzedanych gadżetów i codzienną odmianę słowa basket przez wszystkie przypadki. A w Polsce? W kraju nad Wisłą inauguracja kolejnego sezonu NBA dla rzeszy fanów (a właściwie wyznawców tej ligi) oznacza amerykański sen, połączony nierozerwalnie z szeregiem nieprzespanych nocy. Dlaczego właśnie NBA, a nie NHL czy NFL?


Odpowiedź na to pytanie jest w zasadzie banalna, bowiem nie od dzisiaj wiadomo, że koszula najbliższa ciału. Z całej gamy sportów, urosłych w USA do miana religii, to właśnie koszykówka posiada najbardziej globalny charakter, a co za tym idzie, siła oddziaływania NBA na świadomość masowych odbiorców jest największa. Współcześnie za pośrednictwem środków masowego przekazu każdy fan koszykówki, nie ruszając się z własnego mieszkania, może śledzić poczynania swoich idoli zza wielkiej wody. Mcluhanowska wizja świata jako globalnej wioski stała się faktem, a NBA jest tego żywym, budzącym masę rozmaitych emocji przykładem. Filipińczycy, Tahitańczycy, Uzbecy - fani koszykówki z najodleglejszych zakątków świata, na co dzień dzieli ich wszystko, natomiast nocą łączy tylko jedno - NBA.

Kończąc rozważania nad socjologicznym fenomenem NBA, zastanówmy się nad tym, co przyniesie nadchodzący sezon. Mistrzowskich pierścieni bronią koszykarze Golden State Warriors, których do końcowego triumfu poprowadził fenomenalny Stephen Curry. Jednak poważnych pretendentów do zdetronizowania Wojowników nie musimy wcale daleko szukać. Na zachodzie bowiem ich nie brakuje. Los Angeles Clippers i San Antonio Spurs, a w dalszej kolejności także Oklahoma City Thunder - każda z tych ekip (przynajmniej na papierze) posiada potencjał, aby pokrzyżować szyki ekipie z Oakland.

Z kolei na wschodzie do walki o mistrzostwo konferencji grzeją się już broniący tytułu Kawalerzyści z Cleveland, których ton w grze ponownie powinien nadawać LeBron James. Na papierze wydaje się, że nikt z rywali nie będzie w stanie pokrzyżować im tych planów. W związku z tym rodzi się pytanie: które z ekip powalczą o kolejne miejsca na wschodzie? Bawiąc się w proroka, postawiłbym na Miami Heat, a także na nieobliczalne Dinozaury z Kanady. James przed rokiem opuścił Florydę, jednak w Miami pozostali nadal Dwyane Wade, Chris Bosh i Luol Deng. Ich obecność w składzie Heat sprawia, że ta ekipa wciąż dysponuje potencjałem, aby stać się w tym sezonie drugą siłą wschodu. Z kolei o obliczu zespołu Toronto Raptors decydować będzie prawdopodobnie dyspozycja tercetu: Kyle Lowry-DeMarcus DeRozan-Jonas Valanciunas, o którego olbrzymim potencjale już niejednokrotnie mieliśmy okazję się przekonać. Wydaje mi się, że Heat i Raptors u progu nowego sezonu stać na wiele więcej niż, co prawda piekielnie mocne w walce na tablicach, lecz zbytnio uzależnione od obecności i postawy Dericka Rose, Byki z Chicago.

Co nas czeka na zachodzie? To już wiemy. Podobnie jak to, czego się spodziewać po rywalizacji na wschodzie. Zatem dokąd (po nadchodzącym sezonie) pojadą mistrzowskie pierścienie? Chcąc poznać odpowiedź na to pytanie pozostaje nam uzbroić się w cierpliwość, sezon jest bowiem długi, więc na brak koszykarskich emocji nie powinniśmy narzekać. Na końcowe rozstrzygnięcia jednak musimy poczekać przynajmniej jeszcze pół roku. Tradycyjnie czekają nas majowo-czerwcowe koszykarskie świątki. Niech więc american dream trwa, a bezsenne noce? Cóż, czasem warto się poświęcić, bowiem są rzeczy ważne, ważniejsze i jest NBA.

 

Marcin Kacpura



Dodaj tutaj swoją ofertę >>>


Czytany 1216 razy Ostatnio zmieniany środa, 02 grudzień 2015 13:06