Motoryzacja

piątek, 06 listopad 2015 13:02

Niemiec płakał, jak sprzedawał. Obyś i Ty nie płakał….

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Przed kupnem wymarzonego auta obejrzyjmy go dokładnie kilka razy zanim podpiszemy umowę Przed kupnem wymarzonego auta obejrzyjmy go dokładnie kilka razy zanim podpiszemy umowę freeimages.com

Żeby uniknąć płaczu i uszczuplania portfela, nie dajmy się nabrać przy kupnie auta. Nie wierzmy w zapewniania sprzedającego, że samochód mimo swoich 15 lat ma 20 tys. km przebiegu i nigdy nie jeździł zimą. Kto pozbywałby się takiego auta i to po okazyjnej cenie? Zanim zdecydujesz się na zakup wypatrzonego samochodu, zrób głęboki wdech, nie ulegaj emocjom i przypomnij sobie nasz poradnik.

 

Silnik

Powinien nosić normalne ślady zużycia. Wymyty i błyszczący niekoniecznie musi budzić nasze zaufanie. Być może w ten sposób sprzedający chciał ukryć fakt, że np. spod jakiejś uszczelki wycieka olej. Warto zajrzeć też pod spód silnika. Jeśli sprzedawca rzeczywiście chciał w ten sposób ukryć wyciek, to przy włączonym silniku może się okazać, że już po kilku minutach pojawi się tam plama oleju. Będzie to oznaczać, że samochód ma usterkę, która może nas dużo kosztować.
Po uruchomieniu silnik powinien pracować płynnie, bez przerywania i nadmiernych drgań. Każdy niepokojący odgłos dochodzący z silnika może świadczyć, że lata świetności ma już za sobą, a my musimy być przygotowani na kosztowny remont.
Warto dowiedzieć się, kiedy był wymieniany rozrząd – o ile producent przewiduje jego wymianę. Dobrze, jeśli jest to udokumentowane odpowiednią fakturą. Trzeba pamiętać, że w przypadku urwania paska rozrządu, musimy się mocno trzymać za kieszeń, bo remont silnika może wynieść nawet kilka tysięcy złotych, a wtedy może okazać się, że przewyższa wartość auta.
Mechanicy przestrzegają przed kupnem samochodu, którego właściciel na pytanie „co było robione” odpowie: „Nic przy nim nie robiłem, ten samochód się po prostu nie psuje”. W takim przypadku możemy założyć, że właściciel nie wymieniał w samochodzie ani oleju, ani świec, ani filtrów, a to nie działa na jego korzyść. Wskazane jest uruchamianie zimnego silnika. Druga osoba odkręca wtedy korek zbiornika wyrównawczego. Pojawienie się tam bąbelków powietrza może świadczyć o uszkodzeniu uszczelki pod głowicą.
Większość aut można podłączyć pod komputer – z niego można odczytać parametry pracy silnika. Jest to bardzo przydatne przed podjęciem decyzji o kupnie samochodu. Diagnosta jest w stanie nie tylko pokazać (i skasować) błędy oprogramowania, ale powie nam też więcej o stanie technicznym silnika. Taka usługa nie jest droga: kosztuje w zależności od warsztatu od kilkudziesięciu złotych wzwyż.
Przy oględzinach silnika sprawdźmy też poziom płynów oraz czy plastikowe elementy są dobrze przymocowane, a kable elektryczne nie przetarte.

Przebieg

„Sprzedam samochód z 2000 r., przebieg 130 tys. km…” – zdarzają się tego typu ogłoszenia. Fachowcy radzą do takich aut podchodzić z dużą rezerwą. Przy normalnej eksploatacji, zakładając że 15-letnie auto nie służy tylko do niedzielnych przejażdżek, rocznie powinno przejeżdżać ok. 20-40 tys. km. Samochód z 2000 r. – statystycznie – powinien mieć na liczniku przebieg ok. 300 tys. km. W większości tyle mają.
- Owszem, zdarzają się samochody 15-letnie, które mają ok. 100 tys. km, ale należą one do zdecydowanej mniejszości – mówi Andrzej Wrzesiński, mechanik samochodowy z Lublina. – Są też starsze auta o niewielkim przebiegu i w tzw. stanie kolekcjonerskim, ale mają wtedy odpowiednio wysoką cenę – na pewno nie okazyjną. 
Wiele aut o takim okazyjnym „przebiegu” ma po prostu cofnięte liczniki. Na pierwszy rzut oka trudno zauważyć, że samochód ma o wiele większy przebieg zwłaszcza, jeśli jest profesjonalnie „odświeżony”. O to chodzi sprzedającemu: możemy się skusić na czyściutkie dywaniki, pachnące wnętrze, błyszczący lakier, zapominając o tym, że te właśnie szczegóły mają nas zachęcić do kupna i liczą na to, że na inne – ważniejsze rzeczy – nie będziemy zwracać uwagi.

Najlepszym rozwiązaniem – zwłaszcza w przypadku aut nowszej generacji – jest sprawdzenie samochodu u profesjonalnego mechanika-elektronika. Za ok. 100-200 zł jest w stanie odczytać dane z komputera auta, które pokażą rzeczywisty przebieg samochodu, a nawet dowiemy się, kiedy ktoś „grzebał” przy przebiegu. Jeśli kupujemy samochód sprowadzony np. z Niemiec, to zażądajmy dokumentów z poszczególnych przeglądów, a na każdym z nich znajdziemy rzeczywisty przebieg auta.
Niektórzy próbują odgadnąć historię auta uważnie oglądając niektóre elementy samochodu. Nadmiernie wytarta kierownica lub mocno zużyte pedały miałyby świadczyć o intensywnej eksploatacji auta. Pamiętajmy jednak, że sprzedający może być również sprytny i takie elementy przed sprzedażą mógł po prostu wymienić. Każdy samochód ma też inną żywotność i o ile w niektórych fiatach kierownica może być wytarta już po 40 tys. km, to w innych samochodach to zjawisko wystąpi przy 300 tys. km.
Jeśli już siądziemy za kierownicą, to warto jest włączyć wszystkie urządzenia i sprawdzić, czy wszystko działa. Po kupnie okaże się np., że dmuchawa włącza się tylko na „1” albo nie ma jednego światła, bo wymiana żarówki jest tak skomplikowana, że właściciel na to machnął ręką i "niech się martwi nabywca".

Bity, nie bity?

To jedno z podstawowych pytań kupującego: „czy samochód brał udział w wypadku lub kolizji”? Podstawowa odpowiedź brzmi: „oczywiście, że nie!”
Czyżby? Według specjalistów od motoryzacji większość aut, sprowadzanych do kraju, była w przeszłości uszkodzona. Pytanie kupującego powinno dotyczyć tylko skali uszkodzenia, bo to, że auto było „bite” - jest prawie pewne.
- Dla wielu osób fakt naprawy blacharskiej dyskredytuje taki samochód – mówi z kolei Krzysztof Dudek, który od lat sprzedaje używane samochody. – Nie przyjmują do wiadomości, że czasami były to drobne uszkodzenia, do których doszło np. na parkingu.
Nie zawsze jednak taki samochód ma za sobą drobne otarcia. Często były to uszkodzenia, które – dla bezpieczeństwa – nie powinny podlegać naprawom. Chodzi tu przede wszystkim o takie uszkodzenia, które zmieniły geometrię auta, kiedy uszkodzone są poważnie podłużnice. Takie samochody często były naprawiane po najmniejszych kosztach, chałupniczo – byle jak i byle czym. Takie naprawy mają to do siebie, że po jakimś czasie wspaniały, lśniący lakier płowieje i pęka, a w wielu miejscach pojawia się rdza.
Naprawy blacharskie trudno jest ukryć. Fachowiec – zwłaszcza z miernikiem grubości lakieru – bez problemu powie nam przed zakupem, które elementy i w jaki sposób były naprawiane. Zdarza się, że samochód był uszkodzony z każdej strony – łącznie z dachem.
Przyjrzyjmy się dokładnie wszelkim szczelinom między poszczególnymi elementami samochodu. Nie powinny się różnić między sobą. Otwórzmy wszystkie drzwi, żeby sprawdzić czy lekko się zamykają i czy są dobrze spasowane. Trzeba też dokładnie obejrzeć zawiasy, czy nie noszą śladów napraw.
Pamiętajmy: naprawy blacharskie – prawidłowo przeprowadzone – nie dyskredytują auta. Najlepiej jednak, jeśli przed kupnem samochód obejrzy – bez pośpiechu – zaprzyjaźniony fachowiec.

Data produkcji

W polskim dowodzie rejestracyjnym w rubryce „B” znajduje się data pierwszej rejestracji pojazdu. Jeśli chcemy sprawdzić datę produkcji samochodu, należy zajrzeć do karty pojazdu, bo tylko tam tę datę znajdziemy.
Warto obejrzeć wszystkie szyby w samochodzie. Na nich znajdziemy numery fabryczne, z których można odczytać datę produkcji. Jeśli te dane nie zgadzają się, świadczy to o tym, że szyba lub szyby były wymieniane. To z kolei powinno nas skłonić do wnikliwych oględzin. Najczęściej uszkodzeniu ulega przednia szyba. Czasami jest to spowodowane większą kolizją, a czasem sprawcą może być zwykły kamień.
Od lat 80. ub.w. wszystkie samochody posiadają nr VIN, składający się z 17 cyfr. Przed zakupem bezwzględnie sprawdźmy, czy taki sam numer widnieje w dokumentacji auta – nie tylko w dowodzie rejestracyjnym. O ile naprawa silnika czy karoserii będzie wymagała jedynie sięgania co rusz do kieszeni, o tyle udowodnienie zgodności wszelkich danych samochodu w dokumentach może okazać się niewykonalne, a już z pewnością będzie kosztować nas mnóstwa nerwów i wizyt w urzędach.

Bezpośrednio przed zakupem

- sprawdzamy auto po włączeniu zimnego silnika
- sprawdźmy dokładnie, czy działają wszystkie włączniki, np. światła przeciwmgielne, poziomowanie świateł, kierunkowskazy, klimatyzacja itd.
- na każdej stacji obsługi możemy sprawdzić stan amortyzatorów, układu hamulcowego i zawieszenia. Koszt takiej usługi jest niewielki, zazwyczaj kilkadziesiąt złotych, pozwoli to jednak na dokładną weryfikację auta
- ślady po paście polerskiej świadczą, że właściciel specjalnie trudził się, żeby auto przygotować do sprzedaży
- podczas jazdy próbnej ściszmy radio, dzięki temu być może usłyszymy niepokojące dźwięki np. przy zawieszeniu; wyłączmy także głośny nadmuch
- na oględziny umawiamy się tylko przy świetle dziennym i przy słonecznej pogodzie (po deszczu możemy np. nie zauważyć cieknących amortyzatorów)
- przed zakupem sprawdźmy w internecie, jakie najczęściej usterki przydarzają się naszemu modelowi – m.in. pod tym kątem sprawdźmy auto
- jazdę próbną wykonajmy na zmiennej nawierzchni
- przyjrzyjmy się oponom – nierównomierne zużycie może świadczyć o wadliwym zawieszeniu
- nie dajmy się zwieść sprzedającemu, że w „w tym samochodzie nie trzeba nic robić”. W każdym, używanym aucie zawsze coś gorzej lub w ogóle nie funkcjonuje; to może być argument w negocjacjach ceny
- do tzw. „okazji” trzeba podchodzić ostrożnie, zwłaszcza jeśli się okaże, że np. sprzedający jest właścicielem od kilku miesięcy lub usiłuje sprzedać auto od roku
- zanim podpiszemy umowę, jeszcze raz, na chłodno, weźmy pod uwagę wszystkie plusy i minusy zakupu, nie ulegajmy emocjom.

 



Dodaj tutaj swoją ofertę >>>


Czytany 1865 razy Ostatnio zmieniany środa, 02 grudzień 2015 13:08
Więcej w tej kategorii: « Opony zimowe - wybór czy obowiązek