Kultura

piątek, 13 listopad 2015 14:32

Editors - In Dream [RECENZJA]

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
Oceń ten artykuł
(1 głos)
Editors - In Dream [RECENZJA] mat. prasowe

Smutni jak zawsze. Jak zawsze też zatrzymani w latach 80... a mimo wszystko zaskakujący. Jak to miło, że muzycy ze Stafford wciąż są w dobrej formie.

Rzadko kiedy oceniam albumy numerycznie. Ale zdarzają się takie, które potrzebują zobrazowania swojej jakości. "In Dream" to mocna czwórka w szkolnej skali. Może nawet z malutkim plusikiem.

Najnowsze dziecko Brytyjczyków jest hołdem dla ich inspiracji, czyli lat 80., którymi są od zawsze zafascynowani. Mimo pewnej przewidywalności w swojej muzyce, udało im się uzyskać element zaskoczenia. A to dlatego, że połączyli to, co było najlepsze w brzmieniu sprzed trzech dekad z tym, co najlepsze u Editorsów. Wszyscy fani alternatywnego rocka znają mroczny album "In This Light And On This Evening", który wydali sześć lat temu. Teraz jednak poszli krok dalej - do swojej zadumy i smutku dodali pełną przebojowość ery dziwaków i odludków.

Dlatego też w pierwszym odczuciu "In Dream" jest tak chłodny. Mnóstwo tu syntezatorów, pogłosów i wyeksponowanych bębnów. Gdzieś w tym natłoku zimna znajduje się jednak miejsce dla naturalności. Wśród odmętów elektroniki przeplata się chociażby fortepian czy całe spectrum perkusyjnych przeszkadzajek ("Ocean of Night"). Poza tym usłyszymy smyczki ("Salvation") czy falset Toma Smitha ("Our Love"), który przekonuje nas, że jednak nie jest robotem.

Wśród tych wszystkich zabiegów, które zastosowali Brytyjczycy, wyraźnie słychać odniesienia do Eurythmics, Depeche Mode (te syntezatory w "All The Kings"), Bronski Beat czy hitów Petera Gabriela z tamtego okresu.

Ta płyta to eklektyzm w pełnym znaczeniu. Z jednej strony mamy przebojowość i fantastyczną melodyjność, z drugiej - w warstwie tekstowej - piękno idące w parze ze smutkiem. Tak, jak to często bywa jesienią, tak też bywa na tym albumie. Otwarcie i zamknięcie to przeszywający wiatr listopadowej mokrej nocy ("No Harm", "Marching Orders"). W środku zaś zdarzają się momenty słoneczne, jak niektóre niedziele na początku grudnia - ascetyczne i subtelne zarazem ("At All Cost"), w których zakochujemy się od pierwszego wyjrzenia za okno.

"In Dream" to eksperyment, którego efekt końcowy naprawdę zachwyca. Editors w najlepszej formie od lat. Być może nawet od wspomnianego na początku "In This Light On This Evening". Oby tak dalej.

Editors - In Dream [Full Album]

Editors - In Dream

PIAS, 2015

 



Dodaj tutaj swoją ofertę >>>


Czytany 2029 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 16 listopad 2015 13:00
Patryk Gochniewski

Od prawie dziesięciu lat w zawodzie dziennikarza muzycznego.

Tysiące tekstów, setki koncertów, dziesiątki festiwali za mną.

Jeszcze więcej przede mną.