Kultura

wtorek, 10 listopad 2015 23:36

Trio z Belleville

Napisała
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
kadr z filmu "Trio z Belleville", reż. Sylvain Chomet kadr z filmu "Trio z Belleville", reż. Sylvain Chomet https://en.wikipedia.org/wiki/The_Triplets_of_Belleville

„Trio z Belleville” - film animowany Sylvaina Chometa raczej nie jest przeznaczony dla dzieci, gdyż mimo bajkowych odniesień i fantastycznie wykreowanego „rysunkowego” świata, w niczym nie przypomina cukierkowych, disneyowskich produkcji, które królują na ekranach kin. Film jest niemal pozbawiony dialogów, postacie są karykaturalne, dominuje specyficzny czarny humor, absurd i groteska, a strona wizualna to majstersztyk! Od strony technicznej: bardzo dobra kreska, nowa jakość. Muzyka na długo zapada w pamięć, coś dla fanów jazzu, swingu, piosenki francuskiej. Film dla osób, które poszukują w kinie czegoś nowego.

Prosta historia

Fabuła filmu jest prosta i da się streścić w kilku zdaniach. Mamy rok 1957. Gdzieś w małym francuskim miasteczku żyje staruszka, madame Souza, która samotnie wychowuje wnuka, Championa. Chcąc sprawić chłopcu radość kupuje mu najpierw psa, a potem rower. Wiele lat później Champion jest już świetnie zapowiadającym się kolarzem, który przygotowuje się do wyścigu Tour de France. Oczywiście we wszystkich treningach pomaga mu niestrudzona babcia. Zbliża się dzień zawodów. Champion wystartował, lecz nie dane mu będzie dojechać do mety. W połowie trasy zostaje porwany przez gangsterów i wywieziony do odległego, położonego za oceanem, miasta Belleville. W ślad za nimi rusza madame Souza i wierny pies Bruno.

Niezwykłe rozwiązania formalne 

Jak już wspomniałam, strona wizualna w połączeniu z dźwiękiem jest największą zaletą tego filmu. Twórcy zdecydowali się na połączenie animacji 3D i 2D: pierwsza, aby oddać ruch wyścigu Tour de France, natomiast druga, aby przetworzony komputerowo obraz wyglądał jak narysowany odręcznie, gdyż według słów samego reżysera „grafika komputerowa zawsze wygląda zbyt sterylnie, sztucznie”. Prace nad filmem trwały 5 lat. Rysunkiem zajęli się artyści z Kanady, Belgii, Francji oraz Litwy. Niekiedy tło przesuwających się przed naszymi oczami obrazów jest monochromatyczne, w kolorze sepii, co przywołuje atmosferę starych filmów; innym razem tło jest kolorowe, ale jakby „przybrudzone”. 

Karykaturalne postacie 

W filmie występują postacie karykaturalne, groteskowe, zabawne. Niektóre brzydkie, stare, a nawet odpychające, jednak nie pozbawione uroku, ludzkie. Co ciekawe reżyser w większości wzorował je na własnych znajomych, a czasem na ludziach, spotkanych przypadkiem na ulicy. Dla trzech staruszek z trio inspiracją była babcia Chometa. Psa Bruno reżyser spotkał kiedyś na ulicy w Montpelier i odrysował, a prototypem postaci młodego Championa był podobno mechanik samochodowy. Postacie nie są pozbawione wad, lecz mimo wszystko, gdy już zanurzymy się w świat Chometa, kibicujemy bohaterom w ich zmaganiach. Przede wszystkim budzą one naszą sympatię. 

Madame Souza. Babcia Championa. Chodząca w ortopedycznym bucie, sympatyczna staruszka z siwymi włosami spiętymi w kok, poprawiająca co minutę okulary. Pełna niespożytej siły i energii. Zaradna i przedsiębiorcza. Potrafiąca znaleźć wyjście z każdej sytuacji, okazuje się prawdziwym wsparciem dla osieroconego chłopca w jego dążeniu do realizacji marzeń - wzięcie udziału w wyścigu Tour de France. Babcia, niestrudzona i mobilizująca do pracy, towarzysząca wnuczkowi w codziennych, wyczerpujących treningach. Dzielna i nieustraszona, kiedy trzeba stawić czoła groźnym przestępcom. Z miłości do wnuczka nie zawaha się nawet przepłynąć ocean i zawitać do miasta-dżungli Belleville, przestępczego światka, aby odbić Championa z rąk gangsterów. 

Członkinie „tria z Belleville”. Niegdyś niezwykle popularne trio wokalne, znane na całym świecie. Panie występowały głównie za oceanem. Dzisiaj trzy staruszki, zapomniane przez publiczność, nie tracą dobrego humoru. Te miłośniczki francuskiej kuchni (a zwłaszcza żabich udek i w ogóle żab pod wszelką postacią) żyją muzyką, w rytmie swingu i jazzu. To one przygarniają babcię Souzę do siebie, pomagają się odnaleźć w nieprzystępnym Belleville i uczestniczą w akcji odbicia Championa. 

Champion. Na początku filmu samotny, osierocony, zamknięty w sobie chłopiec. Jego jedynym towarzyszem zabaw jest podarowany mu przez babcię pies. Bruno towarzyszy odtąd chłopcu w jego melancholijnych wieczorach, spędzanych w pokoju na poddaszu. Chłopiec skrycie marzy o rowerze i karierze sportowca. Po zakupie pierwszego dziecięcego roweru, życie Championa wreszcie nabiera kolorów. Odtąd dorastający młodzian wypełni swój czas systematycznymi treningami, dietą i przygotowaniami do wyścigu Tour de France. Wydawałoby się, że porwanie przez gangsterów niweczy te wszystkie plany. Na szczęście babcia Souza trzyma rękę na pulsie.

Bruno. Szczekający na pociągi i uwielbiający słodycze otyły pies na chudych „nóżkach”. Wierny towarzysz zabaw Championa. Wraz z babcią Souzą wyrusza na niebezpieczną wyprawę do ogarniętego bezprawiem, tytułowego Belleville.

Gangsterzy syjamscy, w ciemnych garniturach i okularach, ludzie-szafy, czarne charaktery filmu. Może nie budzą naszej sympatii (jak pozostali bohaterowie), ale na pewno zapadają w pamięć. 

Udane łączenie gatunków

Tytułowe Belleville, miasto łudząco przypominające Nowy Jork, można też odnieść do mrocznego Gotham albo Metropolis. W filmie uwypuklono stereotypy dotyczące dwóch nacji (to zawsze „wdzięczny” temat do parodiowania): pierwsza to Francuz, meloman, zjadający żaby, druga: Amerykanin z hamburgerem w ręku, usiłujący na wszystkim "zrobić kasę". Zwłaszcza w części „nowojorskiej” Chomet ciekawie łączy różne gatunki filmowe: czarną komedię, film gangsterski, thriller, wodewil. Taką samą mieszankę stylową odnajdziemy w kompozycji obrazów czy w muzyce. Scenografia raz nawiązuje do gotyku, raz do Art Deco. To wszystko utrzymane jest w brązach, w sepii albo w kolorze- jak ze starych pocztówek. Z kolei w muzyce mamy łączenie motywów z lat '40 i '50 z jazzem, swingiem, piosenką francuską w stylu Edith Piaf. Gwarantuję, że pojawiający się już na początku filmu utwór „Belleville Rendez-Vous” długo nie da o sobie zapomnieć. Jako instrumenty muzyczne wykorzystano odkurzacz, lodówkę, czy szprychy rowerowe. Szczególnie tytułowe staruszki z tria upodobały sobie grę na sprzęcie AGD, ale wydaje się, że w tym świecie wszystko jest możliwe. 

„Trio z Belleville” to zaskakujące dzieło, bardzo oryginalne i autorskie, które nie mieści się w żadnych ramach ani schematach. Film jest zdobywcą kilku ważnych nagród i nominacji. Został zauważony i doceniony na prestiżowym festiwalu w Cannes w 2003 roku. Był francuskim kandydatem do Oscara w kategorii: najlepsza pełnometrażowa animacja. Polecam!

„Trio z Belleville” (2003), reżyseria: Sylvain Chomet, scenariusz: Sylvain Chomet, muzyka: Benoit Charest



Dodaj tutaj swoją ofertę >>>


Czytany 1177 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 22 listopad 2015 16:15