Kultura

wtorek, 03 listopad 2015 16:14

Batman Warszawy

Napisała
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Batman Warszawy Miguel Virkkunen Carvalho/Creative Commons 2.0

Powojenna Warszawa. W tramwajach, knajpach, mrocznych zakamarkach, ale i za dnia na ulicach, nigdzie nie można czuć się bezpiecznie. Władzę nad miastem przejęło chuligaństwo. Jest tylko jeden człowiek, który ma odwagę walczyć z bezprawiem i bronić słabszych. Nadludzko zwinny i silny, a przede wszystkim nieuchwytny. Od tej jesieni na deskach Teatru Muzycznego w Gdyni można oglądać musical Zły oparty na powieści Leopolda Tyrmanda.

Uliczne porachunki

Zły to powieść o trudnym do uchwycenia klimacie. Mroczna, wielowątkowa, jednocześnie bawiąca się stylistykami, często poruszająca się na pograniczu kiczu. Dodatkowo tytułowy bohater, który przypomina postać z komiksu, samozwańczego mściciela, a zarazem wybawcę, który będąc niewidzianym, wzbudza powszechną ciekawość. Przeniesienie tak charakterystycznego tekstu do teatru nie jest prostym zadaniem , ale Wojciech Kościelniak doskonale się z niego wywiązał. Już od pierwszych minut widz przenosi się w klimat lat pięćdziesiątych XX w. i pozostaje w nim aż do końca spektaklu. Oglądając Złego trudno nie oprzeć się wrażeniu, że Teatr Muzyczny na potrzeby tego spektaklu wyzyskał wszystko, co w nim najlepsze. Scenografia wywiera ogromne wrażenie, a co ważniejsze buduje nastrój. Sceny w tramwaju czy na lodowisku można uznać za majstersztyk. 


Muzycznie najlepiej wypadają sceny zbiorowe, które zostają w pamięci także dzięki doskonałej choreografii. Brutalizm treści został zrównoważony scenami walki, które nie ukazane wprost, a stanowiące jakby hybrydę tańca i sztuk walki są wyważonym, ale i efektownym środkiem ukazania charakterystyki miejskiego półświatka.

Człowiek cień

Chwilami show innym aktorom kradnie Mateusz Deskiewicz jako Jonasz Drobniak. Jego postać wprowadza element humorystyczny, który dobrze równoważy charakter całej sztuki. Niełatwe zadanie miał Krzysztof Wojciechowski, który wcielił się w rolę tytułowego Złego. Na kartach książki był on człowiekiem cieniem, którego można kojarzyć z komiksowym Batmanem czy Zorro, a jego charakterystyczną cechą były… jasne, świdrujące oczy, o których nie potrafił zapomnieć ten, kto raz je zobaczył. Wojciechowski bardzo dobrze poradził sobie z tym trudnym zadaniem. Nawet w zbiorowych scenach, w których tytułowy bohater stoi gdzieś z boku i tak przyciąga wzrok widza, a zarazem intryguje. 


Jako postać sceniczna wiele zyskuje Hawajka, charakterystyczna, wyróżniająca się, a do tego dobrze zagrana, może swobodnie być uznana za jedną z tzw. bohaterek, do których ciężko by było nie czuć sympatii. Za to rozczarowaniem dla wszystkich czytelników książki może być sposób przedstawienia Kuby Wirusa. Zamiast pewnego siebie, a zarazem niezwykle sprytnego mężczyzny, którego zarówno życiowym powołaniem, jak i miłością, jest bycie reporterem, otrzymujemy raczej fajtłapowatego lekkoducha. Jeżeli spojrzymy na Kubę bez znajomości treści książki, może stać się ona jedną z wyraźniejszych postaci, a dodatkowo wprowadzających wątek humorystyczny. Jednak ci, którzy czytali Złego, powinni się przygotować na dość dużą rozbieżność z książkowym Wirusem.


W ogólnym rozrachunku spektakl wypada naprawdę dobrze i jest pozycją, którą zdecydowanie warto zobaczyć. Specyficzny klimat i oryginalność w stosowaniu zabiegów fabularnych, zdecydowanie łatwiej będzie uchwycić i docenić tym, którzy czytali powieść Tyrmanda. Jednak również pozostali widzowie mogą odnaleźć w gdyńskiej wersji wiele dla siebie. Jest to bowiem dzieło, w którym nie zabrało elementów kryminału, romansu, sensacji, a nawet komiksu.

 



Dodaj tutaj swoją ofertę >>>


Czytany 704 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 17 listopad 2015 14:11