Kultura

czwartek, 19 listopad 2015 20:17

Mroczne pierwowzory filmów Disney'a

Napisała
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
Oceń ten artykuł
(9 głosów)
Mroczne pierwowzory filmów Disney'a Robert D Bruce / Flickr / CC BY 2.0

Większość z nas kocha animacje wytwórni Disney’a. Jako dzieci uwielbialiśmy je oglądać, ponieważ przenosiły nas do magicznego świata, w którym wszystko było piękne i kolorowe, a dobro zawsze zwyciężało. Teraz, kiedy jesteśmy starsi, wielu z nas lubi wracać do nich w chłodne, jesienne wieczory lub po wyjątkowo ciężkim dniu w pracy. Te optymistyczne, cukierkowe obrazy to zwykle adaptacje wcześniej znanych i powtarzanych z pokolenia na pokolenie baśni i opowieści. Jak się okazuje, niezbyt wierne…

 

Baśnie są wszechobecne w popkulturze. Znamy je w różnych formach i odsłonach (w końcu czymże jest „Pretty Woman”, jeśli nie kolejną wariacją na temat historii Kopciuszka?), ale jedno pozostaje niezmienne: pozytywne przesłanie. Dobro triumfuje, zło zostaje ukarane i wszystko dobrze się kończy. Jednak czy zawsze tak było? Baśń, jako gatunek literacki, powstała poprzez spisanie podań i legend ludowych, do tamtej pory przekazywanych ustnie. Niekoniecznie były one przeznaczone dla dzieci. Dopiero z czasem baśnie zaczęły funkcjonować jako literatura przeznaczona dla najmłodszych, stąd musiano przystosować je dla ich wrażliwych uszu. Zrezygnowano ze scen zbyt brutalnych lub jednoznacznie erotycznych. Z każdą kolejną wersją historie te coraz mniej przypominały swoje pierwowzory.

Wytwórnia Disney’a dodatkowo modyfikuje adaptowane przez siebie opowieści tak, by pasowały do jej charakterystycznego stylu. Ma być wesoło (precz ze smutnymi zakończeniami!), przyjemnie i musicalowo. Animacjom tym trudno odmówić uroku, jednak opowiadane w nich historie niejednokrotnie tracą swój pierwotny sens i przesłanie. Jeśli wersje te uważacie za jedyne słuszne – zakończcie czytanie artykułu na tym zdaniu. Do zapoznania się z jego dalszą częścią zapraszam tylko tych, którzy są gotowi udźwignąć mroczniejsze wersje znanych opowieści. Kto wie, może nie tylko nie zniszczą wam one pamięci o dzieciństwie, ale wręcz na nowo rozbudzą zainteresowanie baśniami?

Pocałunek rozwiązuje wszystkie problemy?

Większość starszych filmów Disney’a opowiada o wielkiej, prawdziwej miłości. Zwykle schemat jest ten sam: za górami, za lasami, żyje sobie piękna księżniczka. Ktoś jednak chce ją skrzywdzić i wtedy pojawia się On: książę z bajki, rycerz w lśniącej zbroi, który ratuje ją z opresji. Przy okazji zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia i czym prędzej biorą ślub. W oryginalnych wersjach baśni nie zawsze tak to wyglądało. Zarówno motywacje bohaterów, jak i zakończenia ich historii, były bardzo różne. W opisach ich poczynań nie brakowało też grozy i epatowania przemocą.

Królewna Śnieżka

Historię o Królewnie Śnieżce wszyscy znamy. Zła królowa, a jednocześnie macocha głównej bohaterki, jest tak zazdrosna o jej urodę, że każe myśliwemu ją zabić, a na dowód przynieść jej serce. Ten lituje się nad królewną. Zostawia ją w lesie, a królowej dostarcza serce zająca. Śnieżka znajduje domek należący do krasnoludków, które pozwalają jej ze sobą zamieszkać. Tymczasem królowa dowiaduje się o oszustwie i postanawia osobiście zabić pasierbicę. Pojawia się w jej progu w przebraniu i częstuje ją zatrutym jabłkiem. Dziewczyna nadgryza je i pada bez życia (w innych, także powszechnie znanych wersjach, jest to już trzecia próba zabójstwa: wcześniej macocha wręcza królewnie gorset/pas, mający ją udusić oraz zatruty grzebień). Krasnoludki układają ją w szklanej trumnie. Któregoś dnia przejeżdżający nieopodal książę tak zachwyca się jej urodą, że zakochuje się w niej. Jego pocałunek ożywia Śnieżkę i żyją razem długo i szczęśliwie.

Cóż, oryginalna wersja tej historii, spisana po raz pierwszy przez braci Grimm w 1812 roku, nieco różni się od disneyowskiej. Po pierwsze, początkowo czarnym charakterem była zazdrosna matka królewny. W ludowych opowieściach matki łamały tabu, nie zawsze darząc miłością swoje potomstwo. Z czasem jednak uznano, że taki przekaz jest nieodpowiedni, stąd zmiana na macochę (podobny zabieg spotkał „Jasia i Małgosię”). Po drugie, myśliwy miał za zadanie przynieść królowej płuca i wątrobę Śnieżki, które władczyni miała zamiar zjeść (konsumpcja nastąpiła, ale wnętrzności należały do dzika). Kolejna różnica to reakcja księcia na ciało pięknej dziewczyny w szklanej trumnie. W oryginale zachwyca się nim tak, że prosi krasnoludki, by pozwoliły mu zabrać je ze sobą do zamku. Uważacie, że to podejrzane? Ciekawe więc, jak zareagujecie na wieść, że w książce braci Grimm Śnieżka była siedmioletnią dziewczynką… Tak czy inaczej, kawałek zatrutego jabłka wypada jej z ust podczas przenoszenia trumny. I tu występuje zbieżność z wersją animowaną: książę i królewna zakochują się w sobie i biorą ślub. Disney oszczędził nam jednak pewnej atrakcji weselnej: matka panny młodej za usiłowanie zabójstwa zostaje skazana na tańczenie w rozgrzanych, żelaznych trzewikach, póki nie padnie martwa.

Śpiąca Królewna

Jeśli mało wam makabrycznych opowieści, spodoba wam się baśń o Śpiącej Królewnie. Tu również mamy rodzinę królewską, w której pojawia się niemowlę płci żeńskiej. W wersji znanej nam z filmu Disney’a szczęśliwi rodzice wydają na cześć córeczki wielkie przyjęcie, na które zapraszają wszystkich poddanych. Pojawiają się też dobre wróżki, które w darze ofiarowują jej urodę i piękny głos. Wtem ceremonię przerywa zła czarownica. Rzuca na dziewczynkę klątwę: w dniu swoich szesnastych urodzin ukłuje się w palec wrzecionem i umrze. Trzecia dobra wróżka, która jeszcze nie zdążyła dać małej prezentu, łagodzi zły czar: zamiast stracić życie, zapadnie w długi sen, który będzie można przerwać pocałunkiem. Klątwa oczywiście się wypełnia, ale najpierw królewna Aurora poznaje księcia, w którym zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Ten sam książę znajduje ją śpiącą w wieży (najpierw musi przedrzeć się przez kolczasty mur i zabić smoka, w którego przemieniła się zła czarownica) i budzi pocałunkiem. A wtedy nikt i nic nie stoi już na przeszkodzie ich wielkiej miłości.

Gdzie te drastyczne opisy przemocy? No cóż, w tym wypadku animowana opowieść jeszcze bardziej różni się od tej, którą znali nasi przodkowie. Po raz pierwszy została spisana przez Giambattistę Basile'a w 1636 roku. Drobne różnice występują już od początku historii (np. nie ma tu żadnych wróżek czy wiedźmy, jest za to wróżbita, który przepowiada smutną przyszłość królewny), jednak najciekawiej robi się po zapadnięciu głównej bohaterki (tutaj noszącej imię Talia) w sen. Wiele lat później pewien król przejeżdża obok zamku i postanawia sprawdzić, co też się w nim kryje. Odnajduje śpiącą (i nie stawiającą oporów) dziewczynę, jednak nie całuje jej, a dużo śmielej korzysta z jej wdzięków, po czym (jak na dżentelmena przystało) odjeżdża. Królewna nie budzi się ani wtedy, ani po dziewięciu miesiącach, kiedy rodzi bliźniaki. Głodne niemowlęta, poszukując matczynych piersi, przez pomyłkę trafiają na jej palce. Jedno z nich w ten sposób wysysa zły czar i księżniczka budzi się. Po jakimś czasie król wraca w to miejsce (można się domyślić, w jakim celu). Jakież musi być jego zdziwienie, gdy zamiast śpiącej nałożnicy znajduje ją tam zupełnie przytomną, z dwójką jego dzieci! O całym zajściu dowiaduje się jego żona, królowa. Posyła po drugą rodzinę swojego męża i postanawia okrutnie się na niej zemścić. Nakazuje kucharzowi przyrządzenie potrawki z bliźniaków, a następnie karmi nią ich niczego nieświadomego ojca. Następnie zamierza spalić jego młodą nałożnicę na stosie. Królewna, chcąc zyskać na czasie, prosi ją o pozwolenie na rozebranie się przed egzekucją – w końcu ma na sobie drogie szaty. Na szczęście król przybywa na czas i ratuje ją z opresji. Wtedy jego żona wyjawia mu, co stało się z jego dziećmi. Król jest przerażony, jednak kucharz oznajmia, iż w rzeczywistości skłamał królowej, a na obiad zaserwował baraninę. Ostatnią próbą zemsty ma być wrzucenie Talii, bliźniaków oraz nieposłusznego kucharza do gara z jadowitymi wężami. Gdy i ten plan zostaje udaremniony przez króla, jego okrutna żona sama rzuca się do kotła.

Mała Syrenka

Kolejna opowieść będzie nieco mniej makabryczna, choć dla tych, którzy znają jedynie wersję Disney’a, również może okazać się zaskakująca. Pamiętacie animowaną wersję „Małej Syrenki”? Tytułowa bohaterka jest zafascynowana światem ludzi. Pewnego dnia wypływa na powierzchnię morza i zakochuje się od pierwszego wejrzenia w księciu, a następnie ratuje mu życie podczas sztormu. O wszystkim dowiaduje się wiedźma morska, Urszula, która proponuje Arielce układ: zmieni jej ogon w nogi, a w zamian odbierze jej głos. Jeśli w ciągu trzech dni książę jej nie pocałuje, stanie się niewolnicą Urszuli. Pomimo braku możliwości rozmowy, między młodymi zaczyna nawiązywać się uczucie i wszystko idzie zgodnie z planem do momentu, gdy przebrana wiedźma przedstawia się księciu jako jego wybawczyni. Jest to o tyle prostsze, że aktualnie dysponuje syrenim głosem. Dochodzi do ich ślubu, po którym panna młoda porywa syrenkę w głąb morza. Na jej nieszczęście ani książę, ani rodzina ofiary, nie zamierzają zostawić jej w potrzebie. Urszula zostaje zabita, a ojciec Arielki lituje się nad nią i ofiarowuje jej ludzkie nogi, dzięki którym może wieść szczęśliwe życie u boku swojego wybranka.

W pierwowzorze tej uroczej animacji, napisanym przez Hansa Christiana Andersena w 1837 roku, historia wygląda nieco inaczej. Syrenka faktycznie ratuje księcia, po czym zostawia go na brzegu. Tam zajmuje się nim przechodząca plażą dziewczyna. Nasza bohaterka zwraca się o pomoc do morskiej wiedźmy. Ta ofiarowuje jej nogi, które jednak przysparzają syrence wielkich cierpień: chodzenie na nich jest bolesne niczym stąpanie po tłuczonym szkle, na domiar złego nieustannie krwawią. Jakby tego było mało, zapłatą ma być jej język (który czarownica odcina). Ta transakcja to bilet w jedną stronę: po tej przemianie dziewczyna nie będzie już mogła wrócić do morza w dawnej formie, a jeśli jej wybranek poślubi inną, zmieni się w morską pianę. Niestety, między księciem a małą syrenką nie nawiązuje się żadna romantyczna relacja. Miły młodzieniec opiekuje się nią, jednak jego serce należy do drugiej dziewczyny, która udzieliła mu pomocy podczas sztormu (tej, która znalazła go na brzegu) i to z nią się żeni. Siostry syrenki postanawiają jej pomóc. Sprzedają wiedźmie swoje piękne włosy, a w zamian otrzymują sztylet. Syrenka ma zatopić go w sercu swojego ukochanego. Krew, która opryska jej nogi, zmieni je z powrotem w syreni ogon. Dobra dziewczyna nie jest jednak w stanie tego zrobić i rzuca się do morza.

Cenzura – zbędna czy konieczna?

Czy wprowadzone przez wytwórnię Disney’a liczne modyfikacje wzbogaciły znane baśnie czy przeciwnie – ograbiły je z czegoś ważnego? Prawda, jak zwykle, zapewne leży pośrodku.

Pamiętajmy, że pierwotnie wiele z tych historii miało być rozrywką dla starszego czytelnika. Niektóre makabryczne opisy zdecydowanie nie nadawały się do tego, by czytać je dzieciom. Skutkiem postępu cywilizacyjnego jest łagodzenie obyczajów, a co za tym idzie, dzisiejsze dzieci są znacznie mniej oswojone ze śmiercią, widokiem krwi, a także seksualnością, niż np. w średniowieczu. Gdyby Disney zdecydował się pokazać nieocenzurowane wersje baśni w swoich filmach, raczej nie stałby się ulubieńcem widzów na całym świecie.

Z drugiej strony, w pogoni za szczęśliwym zakończeniem, popkultura często odziera legendy z ich walorów dydaktycznych i zmienia całkowicie ich przesłanie. Weźmy za przykład „Królewnę Śnieżkę” – tego typu baśnie to najgorszy PR dla macoch, czyli kobiet, które niejednokrotnie wspaniale opiekują się dziećmi swojego partnera i kochają je jak własne. Wyidealizowany wizerunek matek również fałszuje rzeczywistość – przecież nie wszystkie z nich są ciepłymi, troskliwymi istotami, wspaniale odnajdującymi się w tej roli. Wątpliwości budzi też przedstawianie romantycznych związków w tego typu produkcjach. Animacje Disney’a wysyłają dziewczynkom komunikat: zdobędziesz miłość, jeśli będziesz piękna. Nie musisz nic mówić („Mała Syrenka”) ani nawet być przytomna („Śnieżka” i „Śpiąca Królewna”). Kobieta ma być przede wszystkim urodziwa i bierna, a romantyczna miłość jest jedyną rzeczą ważną w życiu i trzeba zrobić wszystko, by na nią zasłużyć. Tymczasem w oryginalnej wersji „Małej syrenki” przesłanie zdaje się być zgoła inne: walcząc o czyjeś uczucie, nie warto zapominać o tym, kim się jest. Tytułowa bohaterka bardzo cierpi, zmieniając się dla ukochanego, a i tak nie udaje jej się zdobyć jego względów. W dodatku traci wszystko, co miała do tej pory.

Jestem pewna, że przedstawione powyżej zarzuty nie zmniejszą grona fanów filmów Disney’a. I bardzo dobrze! Każdy z nas potrzebuje czasami wytchnienia od szarej codzienności, a wtedy te lekkie i kolorowe animacje sprawdzają się znakomicie. Dobrze jest jednak zdawać sobie sprawę z tego, jaka jest ich geneza i pierwotne przesłanie. Kiedy pokazujemy następnemu pokoleniu ulubione filmy z dzieciństwa, nie zapomnijmy porozmawiać z nimi o ich przekazie. Na szczęście z odsieczą przychodzą nam nowe produkcje tej wytwórni, takie jak „Kraina lodu” czy "Merida Waleczna", które pozytywny wydźwięk i znakomite wrażenia estetyczne łączą z nieco bardziej nowoczesnym przesłaniem – bohaterki przejmują inicjatywę, mają charakter, nie trzeba ich ratować, a miłość romantyczna to nie jedyne, o co są gotowe walczyć.



Dodaj tutaj swoją ofertę >>>


Czytany 1349 razy Ostatnio zmieniany środa, 25 listopad 2015 06:13
Alicja Skibińska

Magister psychologii (ścieżki specjalizacyjne: psychologia kliniczna oraz psychologia międzykulturowa i rodzaju), chętnie parająca się pisaniem. Miłośniczka psów, książek i zagranicznych podróży :)