Kultura

Kultura

Kultura (20)

Depresja, bezsenność, kryzysy psychiczne... to norma dzisiejszych czasów. Tadeusz Różewicz przeżywał uczucia podobnie do dzisiejszego człowieka z jedną różnicą: Różewicz przeżył wojnę.

„Spectre” - dwudziesty czwarty w historii film o Jamesie Bondzie. Ponownie z Danielem Craigiem w roli tytułowej. Czy ostatni? Na pewno nie. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że konwencja się wyczerpała i seria o najsłynniejszym szpiegu świata dobiega końca. 

Arizona: słupek rtęci znów zbliżył się do rekordowej liczby. To zła pora na pracę, z czego najlepiej zdaje sobie sprawę miejscowa społeczność, która postanowiła spędzić najgorętsze godziny w… Walmarcie. Wojciech Cejrowski zabiera nas tym razem w podróż nie do Amazonii, a do małego miasteczka położonego w Arizonie, tuż przy granicy z Meksykiem. Podróżnik ponad dwadzieścia lat temu wykupił tam niewielki domek, do którego po latach zdecydował się wrócić i do uczestniczenia w tej przygodzie zaprasza czytelnika.

Większość z nas kocha animacje wytwórni Disney’a. Jako dzieci uwielbialiśmy je oglądać, ponieważ przenosiły nas do magicznego świata, w którym wszystko było piękne i kolorowe, a dobro zawsze zwyciężało. Teraz, kiedy jesteśmy starsi, wielu z nas lubi wracać do nich w chłodne, jesienne wieczory lub po wyjątkowo ciężkim dniu w pracy. Te optymistyczne, cukierkowe obrazy to zwykle adaptacje wcześniej znanych i powtarzanych z pokolenia na pokolenie baśni i opowieści. Jak się okazuje, niezbyt wierne…

Przełom XIX i XX wieku. W Ameryce był to czas gorączki ropy naftowej. Rozpoczęły się poszukiwania cennych złóż. Ludzie migrowali w poszukiwaniu pracy. Zasiedlali jałowe, nieurodzajne ziemie, puste przestrzenie, na których nie mogło wyrosnąć nic prócz chwastów. Właściciele szybów naftowych, odkrywszy pokłady czarnego złota, mogli dorobić się fortuny w stosunkowo krótkim czasie. Jest to początek kapitalizmu. Rodzi się klasa przedsiębiorców, która dzięki sprytowi, inteligencji, ciężkiej pracy i odpowiednio lokowanemu kapitałowi, szybko się bogaci. Zatrudniani przez nich pracownicy, sprowadzają swoje rodziny. Bogacą się miasta, rozwijają się wsie. Ludzie szukają też Boga. Dochodzi do lokalnych ruchów religijnych. O tym burzliwym okresie w dziejach traktuje film Paula Thomasa Andersona „Aż poleje się krew”, będący luźną adaptacją powieści „Oil” Uptona Sinclaira.

"Nie mam czasu na czytanie"; "Bolą mnie oczy od tego nudziarstwa"; "Książka to koszmar, marnowanie czasu"; "Mamy XXI wiek, nikt nie czyta książek. Lepiej zgrać w gry komputerowe lub obejrzeć film". Takie wypowiedzi słyszymy na co dzień z ust swoich pociech. Dzieci nie chcą czytać książek, a lektur w szczególności. Niestety spadek czytelnictwa dotyczy nie tylko najmłodszych – dorośli również coraz rzadziej sięgają po książkę.

Krople deszczu malują na szybach obraz jesieni, a jedyne, na co masz ochotę, to drzemka pod kocem. Nie rezygnuj z niego, dołącz do tego gorącą herbatę i film, który wywoła na twoich ustach uśmiech, przeganiając chandrę. Doskonałą propozycją na jesienny wieczór są filmy z udziałem Meg Ryan: przesiąknięte ciepłem, są gwarantem poprawy nastroju.

Najnowszy film braci Coen „Inside Llewyn Davis” (pol. tytuł „Co jest grane, Davis?”) to historia muzyka folkowego, który próbuje swoich sił na nowojorskiej scenie muzycznej. Luźno inspirowany biografią Davida van Ronka, innego „barda” piosenki folkowej lat '60, mistrza Boba Dylana. Film o muzyce, dążeniu do celu, przeciwnościach losu, o tym, jak trudno w dzisiejszych czasach zachować niezależność. A przy okazji świetne przeżycie muzyczne. 

Sto koncertów rocznie, ponad 30 lat na scenie i pięćdziesiątka na karku, a wciąż mu mało. Mowa oczywiście o Krzysztofie Myszkowskim - liderze legendarnej już grupy "Stare Dobre Małżeństwo". W kwietniu wydana została płyta pod tytułem "Kompresja Ciszy" i zajęła trzydzieste miejsce na liście dyskografii zespołu. Czy na tym koniec? Nic bardziej mylnego.

Smutni jak zawsze. Jak zawsze też zatrzymani w latach 80... a mimo wszystko zaskakujący. Jak to miło, że muzycy ze Stafford wciąż są w dobrej formie.

Jack White jest dziś okrzyknięty wizjonerem rocka. Nic dziwnego, w końcu to wybitnie inteligentny człowiek w obecnym muzycznym świecie. Jednak ostatnio bardziej dał się poznać jako biznesmen i awanturnik, obrażający Patricka Carneya z The Black Keys. Wszyscy o tym zapomnieli, kiedy światło dzienne ujarzała płyta "Dodge and Burn", którą po pięcioletniej przerwie nagrał z zespołem The Dead Weather.

„Trio z Belleville” - film animowany Sylvaina Chometa raczej nie jest przeznaczony dla dzieci, gdyż mimo bajkowych odniesień i fantastycznie wykreowanego „rysunkowego” świata, w niczym nie przypomina cukierkowych, disneyowskich produkcji, które królują na ekranach kin. Film jest niemal pozbawiony dialogów, postacie są karykaturalne, dominuje specyficzny czarny humor, absurd i groteska, a strona wizualna to majstersztyk! Od strony technicznej: bardzo dobra kreska, nowa jakość. Muzyka na długo zapada w pamięć, coś dla fanów jazzu, swingu, piosenki francuskiej. Film dla osób, które poszukują w kinie czegoś nowego.

Paolo Sorrentino urodził się w 1971 roku w Neapolu i dziś, w wieku 44 lat, jest jednym z najwybitniejszych i najwyżej cenionych reżyserów filmowych. Choć największy rozgłos i sławę przyniósł mu bez wątpienia film "Wielkie Piękno", już wcześniej ten niezwykły Włoch tworzył filmy godne uwagi i zapamiętania. Kiedy w 2001 roku nakręcił pierwszy film pełnometrażowy "O jednego więcej" było wiadomo, że z jego strony czeka nas wiele niespodzianek.

Po ostatnim wybitnym filmie na polskie ekrany wraca Jerzy Skolimowski. Prawdziwy mistrz kina autorskiego tym razem opowiada historię zgoła inną od tej, którą zaprezentował w "Essential Killing". Tamta mocna, przerażająca i głęboko filozoficzna opowieść, niesie ze sobą coś więcej niż półtorej godziny przyzwoitej rozrywki kinowej. Niestety, ta sztuka nie udała się w najnowszym filmie.

To, co zaserwował zespół z Sheffield, przeszło najśmielsze oczekiwania nie tylko fanów, ale także krytyków. Jedno jest pewne – rodzi nam się najprawdopodobniej kolejny stadionowy i festiwalowy kolos. Warto było tyle razy upadać, aby w końcu dopiąć swego.

„Chapter 1”. Tymi słowami rozpoczyna się film Woody'ego Allena „Manhattan” z 1979 roku, uznawany przez krytyków za kwintesencję stylu reżysera. Co się na nią składa? Kilka elementów. Przede wszystkim: główny bohater, intelektualista-neurotyk, pełen wewnętrznych lęków, wątpliwości i niedopowiedzeń, temat relacji damsko-męskich, osadzenie akcji w Nowym Jorku, cięte błyskotliwe dialogi. Inaczej mówiąc: Woody Allen już po raz kolejny kreśli portret współczesnego społeczeństwa, nowojorskiej elity intelektualnej. Tym razem jednak opowiedziana historia zyskuje wyjątkowo piękną oprawę za sprawą czarno-białych zdjęć Nowego Jorku autorstwa Gordona Willisa i muzyki jazzowej Georga Gershwina. Przewijający się niemal przez cały film motyw „Rhapsody in blue” czyni film niezwykle klimatycznym. Historia jest ciekawa, relacje między ludźmi wciąż aktualne, świetna gra aktorska... Ale po kolei. 


Z roku na rok, coraz więcej znakomitych artystów decyduje się odwiedzić Trójmiasto. Z pozoru nic w tym dziwnego, mamy wspaniałą historię, piękną zatokę i ogromne zaplecze artystyczne, ale wcale nie to przyciąga w nasze strony tak licznie grona wybitnych muzyków, lecz (choć trudno w to uwierzyć) względy ekonomiczne.

Powojenna Warszawa. W tramwajach, knajpach, mrocznych zakamarkach, ale i za dnia na ulicach, nigdzie nie można czuć się bezpiecznie. Władzę nad miastem przejęło chuligaństwo. Jest tylko jeden człowiek, który ma odwagę walczyć z bezprawiem i bronić słabszych. Nadludzko zwinny i silny, a przede wszystkim nieuchwytny. Od tej jesieni na deskach Teatru Muzycznego w Gdyni można oglądać musical Zły oparty na powieści Leopolda Tyrmanda.

Jedną z rzeczy, które fascynują człowieka, jest okrucieństwo. Czy to oznacza, że wszyscy jesteśmy potencjalnymi mordercami? Niekoniecznie. Jednakże tkwi w nas pewien naturalny pociąg do tego, co złe. Taką potrzebę częściowo zaspokaja w nas (między innymi) lektura powieści kryminalnych – obfitująca w złoczyńców, przemoc i krew. Jednak to nie tylko truposze są źródłem największych emocji w kryminałach. Dlaczego zatem powieść kryminalna jest gatunkiem popularnym?

Długie jesienne wieczory to idealny czas, aby sięgnąć po książkę, którą zarówno należy, jak i warto przeczytać. Jedną z takich pozycji jest powieść Na wschód od Edenu, uważana za najwybitniejsze dzieło Johna Steinbecka, a także za klasyk amerykańskiej literatury. Zbrodnie, romanse, wachlarz rozmaitych typów bohaterów. To doskonała książka zarówno dla miłośników wartkiej akcji, jak i tych, preferujących pogłębiony psychologizm postaci.