Marcin  Kacpura

Marcin Kacpura

Głód emocji jest jedną z przyczyn, dla których piłkarskie stadiony nie świecą pustkami. Piękne gole i efektowne parady bramkarzy stanowią podstawowe menu kibiców, którymi karmią ich piłkarze podczas cotygodniowych uczt, nazywanych zwyczajowo meczami. Efekt stadionowego dokarmiania działa jednak w dwie strony. Futboliści karmią swoich fanów emocjami, a kibice w zamian dokarmiają ich ...

Stało się to, na co czekała niemal cała piłkarska Europa z francuskimi restauratorami i hotelarzami na czele. Na dublińskim Aviva Stadium, przy głośnym akompaniamencie miejscowych kibiców, gospodarze po dwóch bramkach Jonathana Waltersa pokonali Bośniaków, zapewniając sobie tym samym przepustkę do przyszłorocznych mistrzostw Europy, które na przełomie czerwca i lipca rozegrane zostaną we Francji. Irlandczycy po raz trzeci w historii zagrają w imprezie tej rangi i nauczeni przykładem polsko-ukraińskiego EURO 2012 możemy śmiało zaryzykować postawienie tezy, iż narodowe trzy kolory Francuzów z pewnością nie będą jedynymi barwami, które można będzie dostrzec wówczas na francuskich ulicach.

W historii Europy mieliśmy już co prawda do czynienia z dwuwładzą królewską czy nawet papieską, jednak na polu futbolowym trenerska dwuwładza wciąż postrzegana jest jako szczyt ekstrawagancji. Za prawdziwego specjalistę od pracy w selekcjonerskim duecie z pewnością możemy uznać Szweda Larsa Lagerbacka, który w latach 2000 - 2004 wspólnie ze swoim rodakiem Tomasem Soderbergiem prowadził reprezentację Trzech Koron. Obaj byli wówczas zatrudnieni jako równorzędni selekcjonerzy i jako tacy właśnie figurowali w statystykach międzynarodowych. Był to pierwszy tego typu przypadek w Europie, a Szwedzi stali się prekursorami nowego nurtu, który wraz z Lagerbackiem zawitał właśnie do Islandii.

Wiatr, lód i żagiel cieszą się wśród nich czcią nie mniejszą niż trójca święta. Część środowiska żeglarskiego widzi w nich fetyszystów, dla gapiów są nie lada atrakcją turystyczną, a oni po prostu kochają "latać" pod żaglami. Bojerowcy, bo o nich mowa, w przeciwieństwie do większości naszego społeczeństwa z niecierpliwością wyczekują zimy, mając nadzieję, że ta będzie wyjątkowo mroźna. Gruby lód jest bowiem niezbędny do uprawiania tej dyscypliny sportu. Gdy akwen już solidnie zamarznie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby wyciągnąć ślizg z hangaru i po postawieniu żagla móc ruszyć na lód. Czym właściwie jest ten obiekt miłości rzeszy żeglarskich fetyszystów?

W minionym tygodniu ruszył kolejny sezon NBA, czyli najlepszej, najbardziej widowiskowej i najpopularniejszej ligi koszykarskiej świata. Co to oznacza za wielką wodą? Pełne hale, miliony sprzedanych gadżetów i codzienną odmianę słowa basket przez wszystkie przypadki. A w Polsce? W kraju nad Wisłą inauguracja kolejnego sezonu NBA dla rzeszy fanów (a właściwie wyznawców tej ligi) oznacza amerykański sen, połączony nierozerwalnie z szeregiem nieprzespanych nocy. Dlaczego właśnie NBA, a nie NHL czy NFL?

Deska - dla większości z nas to nic nie znaczący kawałek drewna. Dla fanów jednak to słowo kryje w sobie miłość, radość i dawkę adrenaliny, której ich organizm potrzebuje jak kania dżdżu. Surfing lub windsurfing latem, kitesurfing, czyli deska z latawcem jesienią, kiedy wiatry najbardziej sprzyjają miłośnikom tej dyscypliny, a zimą? Czym miłośnicy jednej deski pałają się, gdy za oknem śnieżny puch?